Pomóżcie, Jak znaleźć grę nie znając tytułu . Witam, przypomniało mi się jak za małolata grałem w taką fajną gierkę, ale nie pamiętam tytułu.
Przyjdzie taka chwila, gdy stwierdzisz, że wszystko się skończyło. To właśnie będzie początek. [Louis L’amour] Jeżeli ktoś żyje z tego, że zwalcza wroga, jest zainteresowany tym, aby wróg pozostał przy życiu. [Friedrich Nietzsche] Trzeba żyć naprawdę, żeby oszukać pędzący czas. Pięknie żyć, w zachwycie. Życie zdarza
Przepis na życie. Stanisław Barańczak (ur. 13 listopada 1946 w Poznaniu, zm. 26 grudnia 2014 w Newtonville) – polski poeta, krytyk literacki, tłumacz, jeden z najważniejszych twórców Nowej Fali, działacz Komitetu Obrony Robotników. Używał pseudonimów Barbara Stawiczak oraz Szczęsny Dzierżankiewicz, Feliks Trzymałko, Hieronim
Jesteś potężniejsza od ciemności, i taka jest prawda. te szare niebo jest gotowe ruszyć w twe ślady. daj się ponieść w pomieszany taniec. pokaż mi twą miłość. Dziewczyno, tak, masz to, czego trzeba. dziewczyno, tak, jesteś przepiękna. uwolnij to wszystko, te emocje z siebie.
Jak przekręcę głowę, to… aua! Naprawdę, stary, zainwestuj w tic-taki, bo ci jedzie! Stary, prawie mi przeżarło nos! Tak, jak wtedy, jak… (Shrek zasłania mu pysk, jednak Osioł nadal gada). …a na deser były brukselki. No kamikadze, boski wiatr, nie ma przebacz! Opis: do Shreka podczas pierwszego spotkania. Nie no, bomba!
Szczerze mówiąc – ludzie przeszkadzają sobie nawzajem, irytują jeden drugiego, jest ich tak wielu – zbyt wielu! – włażą sobie na głowy.
uJtcu. Taka krótka chwila, chwila zamyślenia. księżyc ,gwiazdy,niebo mnożą się marzenia, takie co swym ciepłem wypełniają serce, chce by tych marzeń było jak najwięcej. Niech zagłuszą smutek, co się w serce wciska by tęsknota znikła, a radość w nim tryska. About Latest Posts Serce mam otwarte, uśmiech w niego włożyłam i optymizm w sobie mam, zawsze taka w życiu różnie bywa, nie zawsze dobre dni, czasem smutek się wciska i przyprowadza serce blizny nosi, co już nie znikną z niego, wierzę, że może jeszcze trafić się coś dobrego. Bo jest nadzieja we mnie i mam swoje marzenia, co daje mi to ciepło, które się w uśmiech zmienia... Latest posts by ina0909 (see all) Przyjacielu - 28 grudnia 2016 Słowa - 28 grudnia 2016 Cieszmy się - 28 grudnia 2016
Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile w życiu zależne jest od chwili? Ile może zmienić jedna chwila? Na ilu rzeczach zaważyć? Czy pamiętasz chwilę, która odmieniła Twoje życie? Jakieś spotkanie, wypowiedziane (albo i nie) słowo, gest, podjęta decyzja czy otrzymana informacja zadecydowała, że Twoje życie potoczyło się dalej tak, a nie inaczej. Każdy z nas ma takie chwile, choć dostrzegamy je najczęściej z odległej perspektywy czasu. Czy ktoś w ogóle wie, ile trwa chwila? Jak mówi słownik języka polskiego, chwila to krótki odcinek czasu. Ale jak krótki? Czy chwila to sekundy czy minuty? A może kilkanaście minut? W każdym razie, chwila to mało, a jednak tak wiele może się w czasie jej trwania wydarzyć. Można coś zyskać, a można coś stracić. Bezpowrotnie i na zawsze. Bo tej chwili nie cofniesz. Akcja „Tej chwili” Douglasa Kennedy’ego dzieje się w dwóch planach czasowych. Jej narrator, amerykański pięćdziesięcioletni rozwiedziony pisarz, autor książek podróżniczych, pod wpływem otrzymanego z Niemiec listu, wraca wspomnieniami do roku 1984. Dwudziestosześcioletni Thomas znalazł się wówczas w podzielonym murem Berlinie, gdzie zamierzał gromadzić materiał do powieści o tym intrygującym go mieście. Jego mieszkaniem stał się Kreuzberg, wschodnia dzielnica RFN, tania, ordynarna w wyglądzie, przepełniona artystami, ćpunami i wszelkiej maści outsiderami, z podrzędnymi barami i wszechobecnym graffiti. Tu Thomas zamieszkał z Alastairem Fitzsimonsem-Rossem, uzależnionym od heroiny malarzem, aroganckim, ale w gruncie rzeczy życzliwym Brytyjczykiem. Szczęście dopisywało mu dalej – nawiązał współpracę z Radiem Liberty, amerykańską stacją mającą swój oddział w zachodnim Berlinie. A potem nadeszła ta chwila – jedna z tych, które wywracają spokojne życie do góry nogami – przypadkowe spotkanie w radiu z Petrą Dussmann, dysydentką z NRD. Niczym Romeo i Julia, oboje wiedzieli od razu, że to jest TO. Ta chwila, na którą czekali całe swoje życie. Ta osoba. Sielanka nie trwała jednak długo. Okazało się, że Petra skrywa sekret mroczniejszy niż Thomas był sobie w stanie wyobrazić. Przez antykomunistyczne działania męża i donosy przyjaciółki została uwięziona przez Stasi, policję polityczną NRD, która uznała ją za amerykańskiego szpiega i odebrała trzyletniego synka. Po kilku tygodniach została wydana Amerykanom i za ich sprawą zaczęła nowe życie, już po drugiej stronie muru. To zwierzenie jeszcze pogłębiło miłość Thomasa do Petry. Ale wkrótce miała nastąpić kolejna przełomowa chwila, chwila, w której wszystko w co Thomas wierzył, legło w gruzach. I na tym streszczanie fabuły musi się kończyć, bo powiedzieć więcej, to odbierać przyjemność z lektury. Ale wydarza się w książce jeszcze wiele. Zwroty o 180 stopni to asy w rękawie Kennedy’ego, którymi hojnie obdarza swoich czytelników. Nie wiem, czy bić mu za to brawo czy się na niego złościć. Nie wiem, czy jest pisarzem genialnym czy perfidnie zabawiającym się czytelnikiem. Czy sposób, w jaki zwodzi czytelnika jest denerwujący, czy błyskotliwy. Wiem tylko, że jego książka jest piekielnie dobra i wciągająca, bo czytelnik zostaje postawiony dokładnie w miejscu głównego bohatera i razem z nim przeżywa zaskoczenia i rozczarowania. Kennedy umie stopniować napięcie. „Ta chwila” wciąga od początku, ale z każdą stroną czyta się ją coraz łapczywiej, chcąc natychmiast przekonać się, co będzie dalej. I co najważniejsze, w przeciwieństwie do poprzedniej wydanej u nas powieści autora, „Kobiety z piątej dzielnicy”, „Ta chwila” nie traci w żadnym momencie na realizmie. Powiedzieć, że „Ta chwila” to powieść o miłości, to nic nie powiedzieć. Powiem więc, że to powieść o chwilach, które odmieniają życie. Powieść o miłości, zdradzie, wyborach, ucieczce, stracie. Historia, którą wymyślił autor jest nośnikiem wszystkich tych tematów, ale o jej wyjątkowości decyduje wyłącznie miejsce i czas, w którym się dzieje. Powieści o tamtych czasach, o systemie opartym o szpiegostwo i donosicielstwo, o ludziach poddanych ciągłej inwigilacji, powstaje zdecydowanie za mało. Książka Kennedy’ego obnaża działania policji politycznej Niemieckiej Republiki Demokratycznej w najprostszy, a zarazem najbardziej poruszający sposób – pokazując, co państwo robiło swoim obywatelom. Historia Petry mogła wydarzyć się naprawdę. Zwłaszcza, że jej motorem napędowym jest matczyna miłość, a ta sprawia, że jesteśmy gotowe na wszystko. Nawet na zdradę najukochańszej osoby. Trzeba też dodać, że znakomicie udało się Kennedy’emu odmalować lokalny koloryt ówczesnego Berlina na czele z jego wielokulturowością i rozrastającą się narkomanią. Przedstawiony został też kontrast między wschodem a zachodem. Miasto jest tu osobnym bohaterem, milczącym świadkiem ludzkich dramatów, ale i narzędziem w ręku skłóconego narodu. „Ta chwila” to powieść przerażająco smutna. Historia miłości tragicznej, utraconej, ale nie dającej o sobie zapomnieć, bo wielkiej. Historia uczucia, które wybuchło w jednej chwili i tak samo krótką chwilą zostało przekreślone. Książka o tym, jak przekonanie o własnej słuszności i chęć zemsty biorą górę nad innymi uczuciami. Tak poruszająca, że nie sposób nie traktować jej jako przestrogę. Przestrogę, by uważać na własne decyzje, bo to one mogą nieodwracalnie zmienić nasze życie. Malwina Sławińska
Narzekacie na zimę, której w tym roku jeszcze nie było? Ja tam wolę ciepło, ale moim dzieciom fajnie byłoby pokazać śnieg i bałwana ulepić. Te nasze pory roku powoli zlewają się w jedno, bez wyraźnego rozgraniczenia. Nijaka wiosna przechodzi w mokre lato, które następnie przeistacza się w “niezłotą” jesień. Z kolei ta cichutko prześlizguje się w niewiadomą zimę, która, taka ze śniegiem i mrozem, już chyba nie nadejdzie. To smutne, bo gdy idę z psem czy dziećmi przez las, nie czuć tych cudownych różnic, które powinny rozgraniczać poszczególne miesiące ich wyjątkowością. A więc czy wiosna, czy zima, idę i rozkopuję na boki te liście w mniej lub bardziej przegniłej postaci. Przyrodo, proszę cię, wróć do normy! A przy okazji tęsknoty za słońcem i dywanem liści pod nogami, którymi raczyła nas skromnie jesień, przypomniała mi się taka historia: Idę z synami przez las. Starszy, jak to starszy, wydarł z psem do przodu, gania, krzyczy, kopie kolorowe liście. Zadaje mi pytania i sam sobie na nie odpowiada, nie dając mi możliwości pomyślenia. Młodszy, tuż obok mnie, idzie powoli za rękę, bo tak lubi. I tak idziemy i dumamy. Ja, bo już zmarzłam i chcę wracać, młodszy, bo on zawsze duma nad życiem i otaczającą nas materią. Nad naszymi głowami obsypały się kolorowe liście. Wprost zachwycające, złote, czerwone, w różnych odcieniach sypią się, aż dech w piersiach zapiera. Mały stanął, zadarł głowę i pyta: Mamo, dlaczego te liście tak spadają z nieba? Bo, drzewa się kołyszą – odpowiadam i od razu pytam – a dlaczego drzewa się kołyszą synu? Bo liście muszą opadać….? – zastanawiał się, więc pospieszyłam ze sprostowaniem Nie synuś, bo wieje wiatr, który kołysze gałązkami, po czym spadają z nich liście i lecą pod nasze nogi… Młodszy spojrzał się na mnie w niekłamanym podziwem, po czym podsumował wzdychając: JESTEŚ TAKA MĄDRA MAMO! Takie słowa łechcą lepiej niż świadomość wszystkich dyplomów zdobytych na i po studiach. Zachwyt nad “wiedzą tajemną” posiadaną przez rodzica, w oczach dziecka jest nie do podrobienia. Nic nie wywołuje takiego poczucia dumy, jak właśnie ta chwila. Bez względu na porę roku i okoliczności przyrody :) Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: Sport 3 stycznia 2018 Postanowienia noworoczne. Jak zacząć aktywnie spędzać czas z dzieckiem? Znana blogerka radzi Początek roku to czas noworocznych postanowień, które zazwyczaj dotyczą aktywności fizycznej i zdrowego trybu życia. O wyznaczaniu rodzinnych planów na nowy rok i o tym czy dzieci mogą mieć własne cele rozmawiamy z Aleksandrą „SportsMamą” Rożnowską, blogerką i autorką programów treningowych dla mam, która wspiera akcję „Rusz się z Kubusiem!”. Dlaczego co roku chcemy zmieniać nasze życie właśnie na początku stycznia? – Nowy Rok to nowe otwarcie i wiara, że tym razem się uda. Często postanawiamy coś zmienić „od poniedziałku”, bo nowy tydzień to nowe możliwości. Początek roku pozwala nam snuć jeszcze bardziej ambitne plany. Chcemy zapełniać czystą kartę z nadzieją, że będzie lepiej. Według badań aż 92% postanowień nie zostaje zrealizowanych. Dlaczego? – Marzymy o zmianach, a powinniśmy je planować. Zamiast o nich opowiadać, wyznaczmy sobie drogę do realizacji celu. Jeśli chcemy zadbać o formę, ustalmy dwa dni w tygodniu, w których będziemy trenować. Zapiszmy się na siłownię, zacznijmy czytać o zdrowym odżywaniu. Dobry plan to podstawa. Mamy już plan. Jak wytrwać w jego realizacji? – Początkującym często wydaje się, że zbudują formę w dwa tygodnie, a po tak krótkim czasie trudno o zauważalne efekty. Jeśli zmian nie widać, a realizacja planu wymaga dużo wysiłku, to po dwóch tygodniach rezygnujemy. Najlepszym receptą na wytrwanie są cierpliwość i myślenie długofalowe. Czy dzieci też mogą mieć swoje postanowienia? Jeśli tak, to jakie będą odpowiednie dla kilkulatka? – Oczywiście, że mogą! Mój 4-letni syn co prawda nie ma jeszcze zbyt wielu postanowień, ale ja mam plany w stosunku do niego. Ale już dzieci w wieku 5-7 lat często interesują się sportem czy muzyką i mogą mieć własne cele z nimi związane. Na przykład, żeby nauczyć się pływać czy grać na gitarze. Jaka powinna być tutaj rola rodzica? – Rodzic powinien słuchać i ukierunkowywać. Obserwować czym maluch się interesuje i pchać go w tę stronę. Tymek uwielbia odgrywać różne scenki, więc planuję go zapisać na warsztaty teatralne. Czy coś z tego wyjdzie? Pewności nie mam, ale warto próbować. Być może dobrym pomysłem będą wspólne, rodzinne postanowienia o zwiększeniu obecności aktywności fizycznej w naszym życiu? – To świetny pomysł. Niech to będą aktywności, które jednoczą rodzinę. My już zaczęliśmy i chodzimy na basen. Tymek ma swojego trenera, a na torze obok pływam ja. Syn widzi, że mama też jest aktywna, więc uczy się, że jest to w życiu ważne i w ten sposób kształtujemy pozytywne nawyki. Co zrobić, by maluch postrzegał dodatkową aktywność jako zabawę, a nie obowiązek? – Porzućmy ambicję, by dziecko wszystko robiło perfekcyjnie. Bądźmy cierpliwi zwłaszcza wtedy, gdy maluchowi coś nie wychodzi. Podbudujmy syna czy córkę własnym przykładem, że sami też kiedyś czegoś nie potrafiliśmy, a jednak się nauczyliśmy. Wspólnie idźmy do przodu małymi kroczkami. Wydaje się, że zimowa aura nie sprzyja w realizacji postanowienia o większej aktywności fizycznej. – Niekoniecznie. Warto wychodzić na dwór, bo to hartuje organizm dziecka. Zima to przede wszystkim narty, sanki i łyżwy, ale również lepienie bałwana i inne zabawy na śniegu, ale nie zapominajmy też o najprostszych spacerach. Dużo można też zrobić w domu. Spędzając czas z dzieckiem warto wymyślać takie zabawy, które są angażujące ruchowo. Dzięki wspólnym ćwiczeniom dzieci mogą nauczyć się konsekwencji i dyscypliny? – Oczywiście. Nie na darmo mówi się, że dziecko jest kopią rodziców. Jeśli maluch widzi, że regularnie ćwiczymy i realizujemy swoje postanowienia, to sam też taki będzie. A jeśli tylko powtarzamy, że nam się nie chce, to nasze zachowanie też zostanie uznane za normę i skopiowane. Widzę po sobie, że dzięki rodzicom nauczyłam się wytrwałości. Dziś dziękuję im, że motywowali mnie do różnych sportów. Przez cały rok wspierała Pani akcję „Rusz się z Kubusiem!”, razem z marką Kubuś promując aktywność fizyczną wśród dzieci i edukując na tym polu rodziców. Jaki jest Pani sposób na ruch zimą? – Uwielbiam góry i jazdę na snowboardzie, której Tymek zaczął się uczyć w zeszłym roku. Teraz czekamy na śnieg i od razu pędzimy na stok. Mój syn uwielbia biegać, ale jest na takim etapie, że podoba mu się wszystko, w co wspólnie się angażujemy. Nawet zwykła zabawa w „żabki”, kiedy po prostu razem skaczemy, jest dla niego atrakcją. 4-latek cieszy się, że mama i tata są obecni i bawią się razem z nim. Dzięki temu umacniamy własne relacje i pokazujemy, że ruch to doskonała zabawa. A co na kolejnych 12 miesięcy postanowiliście sobie Pani z Tymkiem? – Sport jest już u nas obecny, więc stawiamy dodatkowo na rozwój umysłowy. Postanowiłam zapisać Tymka na warsztaty teatralne i naukę języka obcego. Natomiast wspólnymi aktywnościami w Nowym Roku pozostaną basen, wyjazdy w góry oraz wszelkie wspólne spacery i wycieczki rowerowe. fot. Pixel Heart Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :) Czytaj kolejny artykuł: To zależy tylko od Ciebie Mamy nowy rok – nowe plany, nadzieje i oczekiwania. Chyba każdy z nas – choćby w wersji minimalistycznej – zadaje sobie pytanie „Co on nam przyniesie?”. Tak sobie myślę, że na wiele rzeczy nie mamy wpływu – po prostu się zdarzą. Pewnie dlatego często wypowiadamy i słyszymy życzenia „zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia”, zdając sobie sprawę, że będąc zdrowi z pozostałymi darami losu damy sobie jakoś radę. I o ile pewne sprawy są wypadkową wielu czynników, tak jedna kwestia jest wyłącznie naszym wyborem. Mam na myśli życzliwość – to czy jesteśmy serdeczni wobec drugiego człowieka, zależy tylko od nas. Obojętnie kim jesteś, ile masz na koncie, gdzie pracujesz i co lubisz, możesz być życzliwy. A serdeczność można okazać dobrym słowem, pomocnym gestem, szczerym uśmiechem czy rozumiejącym spojrzeniem. Czasem wystarczy więcej cierpliwości i spokoju, by pomóc komuś w nerwowej dla niego sytuacji. Odpuść, zamiast trąbić klaksonem i nerwowo wymachiwać rękami, wpuść innego kierowcę, gdy ten chce zmienić pas. W okresie przedświątecznej gorączki mój mąż został dwa razy przepuszczony w kolejce przez innych kupujących, gdyż stał do kasy z tylko dwoma produktami. Było mu tak miło z tego powodu, że jeszcze kilka godzin później z uśmiechem zdawał mi relację z tej sytuacji. Jakie to fajne, że trafił w sklepie na tak życzliwe osoby. Ostatnio byłam świadkiem, jak pewnej pani (bynajmniej nie starszej babuleńce) rozsypały się drobne i kilka osób schyliło się, by pomóc. Dałaby sobie pewnie radę sama, ale nie musiała, bo znalazła się wśród uczynnych ludzi. Mój syn nie zjadł dziś w szkole drugiego śniadania. Gdy to odkryłam, spuścił oczy i powiedział: „Mamuś, przepraszam, ale dziś nie miałem w ogóle do tego głowy. Mamy w klasie nowego kolegę i musiałem się nim zaopiekować i wszystko w szkole pokazać”. Jestem z niego dumna, podjął dobrą decyzję, bo postawił na wsparcie i życzliwość. Twój współmałżonek wrócił z pracy, podajesz mu obiad. Posłuchaj uważnie, co ma do opowiedzenia, by wiedział, że to, co mówi, jest dla Ciebie ważne, że interesujesz się, jak minął mu dzień. Albo przytul o kilka chwil dłużej niż zazwyczaj, by poczuł, że Ci zależy. No i warto się uśmiechać do ludzi – do pani w kiosku, kontrolera biletów, nauczycielki naszego dziecka, portiera i pani w banku… Warto pomagać tym, którzy są w potrzebie. Ludzie są zabiegani — żyją od chwili do chwili, od obowiązku do obowiązku. Ale daję głowę, że każdemu będzie miło, jak spotka go w ciągu dnia – nie odrobina – ale całą górą życzliwości. To po prostu bardzo miłe i co najważniejsze – nie jest wynikiem zrządzenia losu – zależy tylko od nas. I tego życzę każdemu z Was – wiele serdeczności od bliskich i obcych na każdy dzień 2018 roku. Fajny artykuł? Możesz nas pochwalić lub podzielić się nim z innymi :)
Samotność, której sami szukamy Osamotnienie w życiu to stan, którego się obawiamy i zrobimy wiele, żeby nie być osamotnionym. Ale często stan ten mylimy z samotnością, której tak naprawdę potrzebuje każdy z nas i której sami szukamy. Samotność to stan wyciszenia i ucieczki od innych, kiedy czujemy, że chwila samotności po prostu dobrze nam zrobi. Można by stan taki podciągnąć pod stan relaksu, ale ja uważam, że chwila relaksu i chwila samotności, to dwie różne chwile. Jednak obie bardzo nam czasem potrzebne. Nasze życie jest pełne zgiełku i różnych bodźców, które potrafią zmęczyć i przytłoczyć. W dodatku na topie jest życie w biegu i aktywne działanie. Uważamy, że każda wolna chwila nie powinna być zmarnowana. Szkoda nam czasu na zatrzymanie się nawet na chwilę. Jak mamy chociaż 5 minut to przeglądamy Facebooka, sprawdzamy maile, piszemy sms-a, albo spotykamy się z kimś. Byleby coś się działo… Ale czy zawsze trzeba żyć w takim zgiełku? Gdzie w tym wszystkim czas dla siebie? To właśnie chwila samotności i przebywanie w swoim towarzystwie pozwala nam, na poznanie własnych myśli i potrzeb. A może uciekamy do ludzi, bo nie lubimy siebie? Ale jak mamy poznać siebie, skoro nie pozwalamy sobie na przebywanie tylko ze sobą? Czy znamy siebie tak naprawdę? A może znamy tylko tą wersję siebie, która jest na pokaz dla innych, żeby to im się przypodobać? Chwila samotności pomoże nam zastanowić się, czy naprawdę jesteśmy tacy, jacy chcemy być. Po co nam chwila samotności? Może być też tak, że unikamy samotności, bo się jej boimy. Myślimy, że sami nie dalibyśmy rady. A przecież chodzi tylko o krótką ucieczkę w głąb siebie i poznanie bliżej, może właśnie własnych lęków. Może chwila samotności i spokoju, pozwoli nam dostrzec, że nasze obawy, które blokują nas przed wykonywaniem pewnych działań, nie są wcale takie straszne. Tylko to my uciekaliśmy od nich do innych ludzi, żeby o nich nie myśleć, żeby w razie czego inni byli blisko. A jeśli musimy podjąć jakąś ważną decyzję, to chwila samotności nie będzie dla nas najlepsza? Owszem możemy i powinniśmy słuchać rad i opinii innych, ale te czasem potrafią nieźle namieszać nam, w naszych postanowieniach. Czasem wbrew sobie robimy to, co doradzali nam inni, chociaż wewnętrznie czujemy rozczarowanie, bo przecież chcieliśmy inaczej. A może gdybyśmy w spokoju i samotności przeanalizowali, co dla nas dobre, nasza decyzja byłaby inna? Przecież chodzi o to, żeby spełnić oczekiwania swoje, a nie oczekiwania innych. A chociaż chwilowa niezależność od innych ludzi, nie jest zachętą do odrobiny samotności? Nie musimy na nikogo czekać lub spieszyć się, bo ktoś czeka. Możemy robić to co chcemy lub iść tam, gdzie chcemy, bez żadnych kompromisów. Możemy przekonać się, że jesteśmy samowystarczalni i na tyle odpowiedzialni, by decydować o niektórych wyborach. Taka świadomość potrafi mocno podbudować poczucie własnej wartości i uwierzyć w swoje możliwości. Sprawia, że bardziej sobie ufamy. Kiedy tylko mogę pobyć sama, moja nawet krótka, ulubiona chwila samotności, to czas na ciszę i spokój. Lubię wtedy zamknąć oczy lub patrzeć w jeden punkt. Pomaga mi to całkowicie się skupić. Potem wyobrażam sobie wielką, nieskazitelnie czarną plamę, nazywam ją magnesem. To jest moje myślenie o niczym. Do plamy z każdej strony, próbują przyczepić się jasno świecące problemy i różne bodźce. Niektórym się prawie udaje, ale walczę, żeby mój magnes je odpychał. Jeśli udaje mi się przez chwilę, nie myśleć o niczym, zaczynam zauważać siebie. Takie ćwiczenie mnie oczyszcza i wycisza. Mogę wtedy skupić się na swoich myślach. Lubię powoli i w spokoju przeanalizować, czy zrobiłam wszystko, co miałam zrobić… Czy o czymś nie zapomniałam… To z kolei pozwala mi na dalsze przemyślenia, bo wiedząc, że nie czeka na mnie nic pilnego, mogę dalej celebrować moją chwilę samotności. Przechodzę wtedy do planowania rzeczy, które powinnam zrobić. Często wsłuchując się w siebie stwierdzam, że tak naprawdę nie chcę tego robić, ale powinnam, bo się tego ode mnie oczekuje. Np. powinnam pomalować paznokcie, bo wszystkie kobiety malują, ale ja nie chcę, nie czuję takiej potrzeby. Ja ten czas wolę przeznaczyć na coś, co mnie naprawdę uszczęśliwi. Normalnie pewnie po prostu pomalowałabym te paznokcie i już. Ale pytając się czego ja chcę stwierdzam, że mi to nie jest potrzebne. Kiedy uświadomię sobie jakąś taką rzecz, czuję się wolna i szczęśliwa. Wiem, że nikt mnie do niczego nie może przymuszać. Czasem dziwię się, że nie wpadłam na to wcześniej, tylko nie wsłuchując się w siebie, ślepo wykonywałam to, czego oczekuje ode mnie “reszta stada”. Szczera rozmowa z samym sobą Lubię chwile samotności, bo lubię siebie i lubię swoje towarzystwo. Ale nie jest też tak, że uważam się za ideał. Chwila samotności pozwala mi poznać się lepiej. Pochwalić za coś, co mi samej imponuje, a czego inni nie dostrzegają lub nie jest dla nich na tyle ważne, żeby o tym wspominać. Czasem zrobię coś, z czego jestem totalnie dumna, ale dla innych to zwykła błahostka. Przecież nie będę się narzucać i krzyczeć całemu Światu “Widzieliście łał!” Wolę uśmiechając się do siebie w myślach lub przed lustrem, samą siebie pochwalić. Takie chwalenie siebie poprawia mi nastrój i motywuje. Lubię, gdy ktoś mówi do mnie “Aniu” i gdy się chwalę, to takiego zdrobnienia używam. Chwila samotności, to również czas na “opierniczanie samej siebie”. To czas, w którym bywam na siebie zła, bo nadal nie robię tego, czego sama od siebie oczekuję i co dla mnie byłoby dobre. Nie robię też tego, czego oczekują ode mnie inni i chociaż nie zawsze powinnam się tym przejmować, to jednak są rzeczy, które robić po prostu wypada, chociażby z szacunku do innych ludzi. Nie lubię, gdy ktoś zwraca się do mnie “Anka” i nigdy tego nie lubiłam. Ale kiedy jestem ze sobą sama i chcę na siebie nakrzyczeć, to tak właśnie się do siebie zwracam. To taka kara podkreślająca powagę sytuacji i dająca kopa. Nie ważne jak do siebie mówię, ważne, że ze sobą rozmawiam i słucham moich wewnętrznych pragnień. I nie chodzi tu wcale o gadanie na glos, co zresztą w chwilach samotności też bardzo lubię. Chwila samotności daje mi to, że mogę robić coś czego nie wypada robić przy innych. Mogę gadać na głos, mogę tańczyć, a nawet śpiewać wygłupiając się i fałszując. Mogę parodiować innych, chodzić niekompletnie ubrana i umalowana. Mogę zdjąć maskę powagi i przyzwoitości… mogę, bo jestem sama. Chwila samotności w chwili relaksu Czasem moja chwila samotności może być połączona z relaksem. Kiedy np. biorę długą relaksującą kąpiel, to przecież jestem sama. Muszę przyznać, że kiedyś w wannie kąpałam się częściej, teraz trochę szkoda mi czasu, wolę szybki prysznic. Dlatego, żeby nie marnować czasu w wannie, brałam ze sobą książkę. Ale wycieranie ręki przed każdym przewróceniem kolejnej kartki, było dość frustrujące. Jestem też przeciwna braniu do wanny lub w jej pobliże sprzętów elektronicznych. Uznałam więc, że będę brała długą relaksującą kąpiel tylko, wtedy kiedy będę chciała uciec od innych. Gaszę wtedy światło i zapalam świece. Pozwalam odpocząć oczom i ciału. Taka chwila samotności pozwala mi cieszyć się własnym towarzystwem. Ale, żeby nie było tak słodko, nie zawsze potrafię się całkowicie wyciszyć. Chociaż mam dwie łazienki, zawsze obawiam się, że właśnie z tej będzie chciał ktoś skorzystać. No cóż życie. Bardziej cieszy mnie inna chwila samotności, która też jest formą relaksu, a mianowicie spacer po lesie. Na szczęście mieszkam blisko lasu. Niestety zaczęłam doceniać to dopiero, jak w naszym domu pojawił się pies. Wcześniej samotne spacery do lasu, uważałam za bez sensu i bez celu. Nie ukrywam też, że trochę się bałam. Całe szczęście czasy się zmieniły i ludzie często wykorzystują las do spacerów, przejażdżek rowerem, czy biegania. Martwi mnie tylko fakt, że mój beagle ma już 14 lat i długie spacery po prostu odpadają. Czasem męczy go już samo dojście do lasu i powrót, a o spacerach po lesie nie ma mowy. Ale kiedy uda mi się pospacerować po lesie, lubię być tam sama albo tylko z psem. Nie słucham muzyki na komórce, po prostu idę i myślę. Czasem lubię usiąść i wsłuchać się w las i w siebie. Czuję wtedy taki spokój i beztroskę. Jestem zaskoczona tym co zauważam i słyszę skupiając się na takiej chwili samotności, a co bym przegapiła gadając w tym czasie z inną osobą. Chwila samotności przy codziennych czynnościach Moja chwila samotności, to nie zawsze relaks. Lubię sprzątać, gdy jestem sama. I nie chodzi nawet o to, że nie muszę prosić kogoś, żeby podniósł nogi na fotel, bo chcę umyć podłogę. Po prostu sprzątając, wykonuję wszystko rutynowo i mogę bardziej skupić się na myśleniu o innych rzeczach. Wtedy bardzo często ze sobą rozmawiam. Lubię też wyobrażać sobie, że coś komuś opowiadam. Nie jest to ktoś określony, może dlatego chciałam prowadzić blog, żeby móc opowiadać pisaniem. Ostatnio polubiłam gotowanie, ale wolę gotować właśnie w samotności. Są wprawdzie dni, że cieszę się ze wspólnego gotowania czy pieczenia z córkami. Zawsze wtedy świetnie się bawimy i śmiejemy, bo z reguły ugotujemy lub upieczemy coś innego, niż planowałyśmy. Ale tak na co dzień, gdy coś gotuję, zwłaszcza gdy chcę poeksperymentować, nie chcę żeby ktoś zaglądał mi w garnki. “A co to będzie? A czemu tak robisz? Zmniejsz ten ogień. Przykryj pokrywką. A nie lepiej pokroić drobniej?” A poszli mi stąd! Wolę, żeby widzieli efekt końcowy, żeby posiłek był pewnego rodzaju zaskoczeniem. Dlatego cieszę się, że mam oddzielną kuchnię i chyba nigdy nie zrozumiem fenomenu kuchni otwartych na salon. Nie chodzi mi nawet o kuchenne zapachy i zaglądanie do garnków, a raczej o odgłosy. Przecież kuchnia hałasuje, leci woda, szumi czajnik, czy okap, warczy robot kuchenny, czy skwierczy mięso na patelni. Jak w tym wszystkim rozmawiać z domownikami, czy oglądać telewizję? Spełniona doceniam to co mam Czasem wykorzystując fakt, że jestem sama, chcę w spokoju obejrzeć ulubiony program w telewizji, czy poczytać książkę. Ale czy czytając książkę lub oglądając film, nadal jestem sama, czy może z ludźmi, których losy śledzę? Nie mówię, że taka chwila samotności nie jest mi potrzebna, bo żeby skupić się na czytaniu, czy oglądaniu, też warto być samym. Nie muszę wtedy czuć zirytowania innych, “Matko, co ona ogląda”. W mojej chwili samotności oglądam to, na co mam ochotę. Wybierając książkę, która skłania do refleksji, otwierając oczy na niezauważalne dotąd tematy, też potrzebuję spokoju i trochę prywatności.. Chwila samotności może być też przeznaczona na rozrywki lub dokształcanie. Kiedyś w takich chwilach bardzo lubiłam rozwiązywać krzyżówki czy sudoku. I chciałam wtedy być sama, żeby nikt nie próbował mi pomagać, nie chciałam czuć się głupia, bo to przecież takie łatwe. Ja chcę dojść do wszystkiego sama i w własnym tempie. Od kiedy prowadzę blog, nie rozwiązałam żadnej takiej łamigłówki, trochę szkoda mi na to czasu. Częściej też potrzebuję chwili samotności. Szukam wtedy pomysłów na kolejne wpisy, analizuję informacje, czy układam zdania. Po prostu częściej muszę się nad czymś zastanowić i skupić. Dlatego bardziej doceniam spokój i samotność. Kiedy taka chwila samotności jest owocna, bo coś zrealizowałam lub znalazłam w sobie, jestem zrelaksowana i spełniona. Chwila samotności sprawia też, że zaczynam tęsknić za ludźmi, którzy na co dzień mnie otaczają. Zaczynam doceniać, że są i że budują mój świat. Jestem im wdzięczna za to, że dzięki nim moja chwila samotności, może być tylko chwilą. Stęskniona bardziej się na nich otwieram, by poczuli, że jestem i że dzięki temu, oni też nie muszą czuć się osamotnieni. Bardzo chętnie się do nich przytulam. AnaMoże zechcesz komuś polecić...
Powrót do spisu treści Wejdź w stan, w którym umarłeś, w którym zniknęło wszystko co ciebie stanowiło, a potem zapytaj siebie - dlaczego, pomimo wymazania swojej historii wciąż jesteś i pamiętasz, wtedy zacznij pojmować, iż wcześniej zaistniało coś co było mocniejsze od tego co ty teraz chcesz zrobić. To co cię powołało stworzyło stan "tę chwilę", która jest potężniejsza od twojej nędznej próby wymazania siebie. Kiedyś zaczęło się coś stwórczego w parametrze twórczym, a więc zmiana o charakterze twórczym, a nie stwórczym - zacznij to nazywać "tą chwilą". Kiedy działasz stwórczo w parametrze stwórczym to znaczy, że nie potrafisz złamać reguł gry jakie wyznacza wyłącznie aspekt twórczy, a że twórcze jest boskim aspektem, przeto i pełni zwierzchnią rolę w powołanym czymś stwórczo. Ujrzyj świat, kosmos, umowną całość w makro, w mikro czy też w jakiejkolwiek innej skali i wymaż z niej życie biologiczne wszelkiego rodzaju, w końcu cofniesz się do czasu gdy istniał żywy ruch materii, ale nie świadomości biologicznej. Jednak to co zostało też wynikło z zastosowania parametru twórczego. Potem zamknij całość w jednym punkcie i odkryj dziwną zależność, osobliwy związek między odczuciem stanu Nic czyli stanu niczego, a wypełnienia owego stanu niczego wszystkim. Coś zaszło, co ów stan wszystkiego nagle powołało. Zaistniała "ta chwila" - ta boska interwencja. Idąc dalej tym tropem wymaż ponownie z pamięci wszystko, nawet punkt, który był bramą do zmiany jego stanu we wszystko co przed nim istniało - początek, a więc znów coś co można przemienić, rozwinąć, zastąpić, taka kotwica rzucona przez kogoś lub coś w to co powstać może nie z niczego, tylko z czegokolwiek. Ale ty idź dalej i wprowadź świadomość w poza wszystko cokolwiek, nawet poza świadomość, która cokolwiek, ale kreuje na swój sposób także coś i nic, a pojmiesz, że przed tym wszystkim zawsze istniało cokolwiek wcześniejszego, choćby słowo i choćby Bóg, a na końcu ty. Dopóki istnieje świadomość dopóty istnieje cokolwiek, nawet nic, co sprawia, że wszystko istnieć może. Dlatego świadomość nigdy nie może wyjść poza schemat, poza coś, bowiem zawsze ona jest czymś, więc siebie opuścić nie może. Zaś dar obecności jest tym, dzięki czemu może ona te związki, zależności i złożoności odczuwać. Rzecz w tym, że w całym tym rozważaniu nie chodzi o Nic i o Wszystko, które zawsze są czymś, lecz o to co błyska i co ukazuje, tworzy nowe sekwencje w znanym. Oto punkt stał się galaktyką, a potem nagle wypełniło ją życie według pewnego zamysłu. To czego szukasz to Bóg, który także nie istnieje, ale ujęcie go w nieistnieniu znów wyraża się ideą, która i siebie, a więc ideę i nieistnienie postrzega jako coś. Gdy się nad tym wszystkim zastanowić, jak i nad potrzebą takiego zastanawiania się nad wyjściem poza znane granice, a więc wejściem w obszar granic nieznanych to zrozumiemy, że świadomość nie jest w stanie wyjść poza siebie, a więc wszelkie dyskusje o znanym i nieznanym są bezcelowe bowiem jakakolwiek myśl o czymkolwiek i niczymkolwiek zawsze siebie utrzymuje. Jest jednak coś, co tak naprawdę potrafi połączyć się między wszelkimi stanami, ideami itd., coś co jest działaniem, choć nim nie jest - "Ta chwila", moment, gdy znane wypełnia coś nowego, coś nowego w znane wpływa. To ona jest tu poszukiwanym argumentem mogącym stworzyć to co nie istnieje, nawet anihilację świadomości. Gdy ją chwycisz będziesz mógł zniknąć naprawdę lub wprowadzić zmiany. Ta chwila może mieć przyjęte przez umysł cechy, jak i żadnej z nich. Ta chwila to nie opis działania, ale stan - czysty stan świadomości, która wykorzystuje stan pierwotnej obecności do zaistnienia w tym czego w ogóle jeszcze może nie być. Ona tworzy powstanie życia w zapłodnionej komórce jajowej, ona powołała procesy trawienia i wypaliła słońce. Za jej sprawą rodzice na siebie nakrzyczeli, a ty nie zwróciłeś długu. To parametr sprawczy pozwalający cokolwiek przeinaczyć, skasować czy powołać. To dzięki niej wszystko zachodzi choć powstaje ona w ukryciu. Kto ją zechce dotknąć swoją świadomością, czyli przenieść się do niej dzięki darowi obecności, ten stanie się jak i ona, a więc stanie na granicy możliwego z niemożliwym, znanego z nieznanym, trwałego z nietrwałym i boskiego z pochopnym. Ten co się w niej obudzi pojmie to co pojętym być nie może i odrzuci to co jest wszędzie doświadczone. To ona jest czarownością i w sobie wszystko skrywa, także koniec wszystkiego, który będzie zrozumiany dopiero wówczas, gdy zostaną stworzone jakiekolwiek warunki do interpretacji czy czegoś, co koniec jaki zaszedł - potwierdzi . Ta chwila to sekret, to głos czystej opatrzności, który pozwala uczynić chore zdrowym, a niemożliwe możliwym. Wszystko o co musisz zabiegać to o wejście w "Tę chwilę", o wejście w samo jądro stwarzania i tworzenia co roboczo nazywamy przekraczaniem progu samostwarzania. Wejdź w nią, stań się w niej obecny i wyrzecz słowo. W niej owo słowo zawiąże wszystkie elementy doprowadzające do tego by zostało powołane coś. Możesz uruchomić proces powołaniowy, jak i z niego zrezygnować, ale jedno i drugie rozwiązanie do tego samego doprowadzi. Ten, kto w "Tę chwilę" wchodzi może słabszym wyczarować procesy, którymi będą oni w stanie dojść do celu. Gdy świadomość i obecność zlewają się w sobie powstaje "Ta chwila" i odwrotnie - gdy świadomość i obecność znajdzie się w "Tej chwili", wówczas istota ludzka uzyskuje moc sprawczą do pełnego wyrażania swej woli. Ogólnie jest pięć poziomów tej siły sprawczej. Biologiczny (nie fizjologia, a maszyneria w pozarzeczywistości wszystko utrzymująca poniżej poziomu atomów komórek z której wypływa DNA czyli procedury wg których wszystko ma funkcjonować), fizyczny, energetyczny, duchowy i jako Syn Boży zawarł się we wszystkim choć przez ograniczoność świadomości i obecności tylko częściowo je zmieniał. Jednak sam całkowicie się w sobie zawarł. Złączył wszystkie elementy w Ja jestem i był wszędzie obecny. Wszędzie się coś zasadniczo zmienia. Gdy powstaje "Ta chwila" tylko ludzie sądzą, że wejście w nią bez procedur i schematów jest niemożliwe. Dziecko nie trzyma się procedur i schematów tylko odczuwa stan wszystkomożliwości co jest potwierdzeniem stanu obecności, a gdy ktoś nie będzie odbierał mu prawa do samego siebie, do mocy jego własnego imienia, do świadomego świadomego, wtedy zdarzą się cuda czyli zjawiska wyłamujące się spod wszelkich procedur. Tak powołano miasto Orin i Świątynię Serca pozwalając niedoskonałym duszom wchodzić w obszary przynależne tylko Duchowi. Pan Bożych Zastępów stworzył warunki do tego by zagubieni i zawiedzeni ludzie odkryli prawdę o swoim losie, jak i ujrzeli możliwość jego odwrócenia. Prędzej czy później człowiek zauważa, że "Ta chwila" uczestniczy czy też powoduje zaistnienie sytuacji zmieniającej fragmenty czy taż całość rzeczywistości w mikro lub makro skali. Zaczyna też poznawać jej charakter i odczuwać potencjał, aż w końcu doświadczając wypełnienia się nią pojmuje, że to nie schematy i procedury doprowadzają do zmiany formuł i jakichkolwiek ustawień tylko moc sprawcza "Tej chwili". Staje się wtedy jasne iż poszukiwania świętego Grala nie doprowadzą do celu o ile poszukiwać będziemy w poszukiwaniu i w schemacie, a nie w celu i świętej regule "Tej chwili". Ten kto się w niej zjednoczy ujrzy jej światło i wykorzysta do przestawienia pociągów na nowe tory. Każde z was wchodzi w nią niepostrzeżenie dwa, trzy razy dziennie, wpływając na obraz tego świata. Są jednak ludzie, którzy z tej możliwości korzystają znacznie częściej. Wszystko co nie jest krotochwilą (błaha sytuacja) zostaje odnotowane w rejestrze zmian, mówiąc o tym jaki wpływ taki człowiek wywiera na funkcjonowanie kosmosu, na charakter wspólnego domu. "Te chwile" decydują o tworzeniu jego wzoru w matrycy stworzenia, jak i dalszym jego losie. Dlatego szczególną uwagę należy zwracać na swoje wybory i określające je marzenia, bo ten kto wypada ze zrodzeniowej formuły energetycznej, musi siłą rzeczy przyjąć nową. Zapomina się przy tym, że nowa formuła nie musi mieć wiele wspólnego za starym obrazem świata, tylko z nowymi zasadami funkcjonowania, które w pełni są odczuwalne dopiero wówczas gdy człowiek w ów projekt nowej rzeczywistości wejdzie na stałe. W ten sposób wyciskający na domu swym piętno ludzie ani nie przypuszczają, że otwierają drzwi do świata, który w niczym nie musi przypominać znanego obrazu rzeczywistości. Sądzą, że w nowym ujrzą stare, sobie podporządkowane, wpadają w pułapkę niewiedzy i sami stają się zwierzyną, mylnie założywszy, że ich moc i wypracowane związki z całością w nowym świecie nie tylko zostaną podtrzymane, ale i zwiększone. Nic bardziej mylnego. Odczucie, czy też zawieranie się w "Tej chwili" nie zwiększy ich przewagi w świecie chaosu. To, że jedni ludzie lepiej od innych odczuwają potencjał sprawczy nie oznacza iż ścieżka wyborów prowadzi ku lepszemu. Gdyby tak było to Neron i Hitler byliby koronowanymi królami po drugiej stronie życia. Oni dotarli do formuły "Tej chwili" zwiększając rytualnie swój wpływ na losy tego świata, ale nie pomogło to im w odzyskaniu utraconej mocy własnego imienia. To, że odnajdziesz łopatę i młot nie oznacza, że wykorzystasz je w dobrym celu. Niemniej warto zauważyć, że to właśnie źli ludzie celują w umiejętności wykorzystania wchodzenia w "Tę chwilę". Nie jest to jednak dowód na poparcie tezy o ich wyższości nad pozostałymi członkami społeczeństwa tylko jest to potwierdzenie doskonalszego wykorzystania formuł energetycznych mających swój początek w twórczym podejściu do marzeń i w odnajdywaniu w nich potencjału "Tej chwili". Potencjału znacznie przewyższającego ludzką wszystkomożliwość. Są jednak dwie drogi doprowadzające do wejścia czy też obudzenia się w tej chwili. Pierwsza to rytuał ogniskujący świadomość w obecności w "Tej chwili", druga to takie ustawienie potencjału energetycznego, zwłaszcza na ogniskowaniu uwagi na celu, by zaszły warunki umożliwiające wejście w bezczas i w bezprzestrzeń sprawczą, zwaną "Tą chwilą". Obie drogi są dobre i doskonale się sprawdzają, choć najczęściej odkrycie mocy własnego rytuału bierze swój początek w długiej manifestacji wzorów energetycznych, które odkrywa człowiek podczas pokonywania życiowych zawirowań. Decydując się na rytuał niekoniecznie wybierasz drogę na skróty, bo i zaistnienie oczekiwanego, jak i konsekwencje jego powołania są takie same. Czy łopatą, czy buldożerem zbudujesz wał przeciwpowodziowy. Nie ma to znaczenia dla obrazu świata i twojego artyzmu. Ów się pojawia i zaistnieje. Jednak świadome podróżowanie po obszarze "Tej chwili" nie tylko zawiera w sobie aspekt poznawczy, ale i sprawczy, co w sumie zmienia postrzeganie świata jako trwałego w ciągłości zdarzeń uformowanych przez określone wzory. Wejście w "Tę chwilę" usuwa mechanizm wzorów w cień pozwalając tworzyć coś co nazywamy umowną siłą cudu, czyli coś bezwzorowo. By tak się stało "Tę chwilę" musi umysł zaakceptować jako stałą ewentualność, a świadomość odkryć w sobie jako niewątpliwy stan. "Ta chwila" mobilizuje do akcji wszystkie twoje cząstki, jak i angażuje świadomość do przyjęcia nowego bez względu na jego charakter, czy to będzie z korzyścią dla niej, czy też nie. Człowiek miłujący całość jest tu przepustowy i całkowicie nastawiony na przyjęcie zmiany choćby dlatego, że będzie ona komuś służyć. Na poziomie duchowym nie występują blokady w odczuciu współjedności, ale na poziomie energetycznym mogą one być poważnym utrudnieniem. Tę niedogodność niweluje technika rytuału, jak i stan ciszy wynikły z odcięcia się od destrukcyjnych wibracji. Stan modlitwy (obszar ducha) i medytacji (obszar energii) mogą być kluczem do sukcesu dla tych, którzy wybierają znane w nieznanym, a więc możliwe w niemożliwym przy założeniu, że ma się wpływ na niemożliwe. Mistyczny stan obecności znacznie ułatwia to zadanie i, co ciekawe, nie wymaga analizy bowiem sam nią jest. Tak jak cukier nie szuka już substancji, z której można stworzyć słodzik tak stan obecności nie próbuje ustalić dróg prowadzących do celu bo tam obecność jest również usadowiona. Dołączenie do niej potęgi świadomości pozwala wejść w akt stwórczy czy twórczy co nazywamy stanem "Tej chwili". Skoro więc świadomość i obecność są zawarte wszędzie to wystarczy tylko odczytać granice owego zawierania się wszędzie, by ustalić w ten sposób siłę aktu sprawczego. Ona zawsze ma ten sam charakter bez względu na to czy zostanie stworzone słońce czy też malutki atom. To samo życie zawiera się w podziale jednokomórkowców jak i w przyjściu na świat ludzkiego dziecka. Uchwyć sens życia, wejdź w "Tę chwilę", a poczujesz zakres zmian jakie możesz wprowadzić dzięki darowi obecności w strukturze, w której się zawierasz. Jesteśmy po to by wdrożyć nasz wspólny plan na życie. Interweniujemy tylko wówczas gdy pierwiastek ludzki jest wątpliwy bądź nadwyrężony. Gdy jest mocny i rosnący sam ustala warunki swej mocy i wzrostu, jak i parametry struktur pozwalających przyjąć zapowiedziane zmiany. Ów pierwiastek to nic innego tylko magia imienia, to uruchomienie tą magią "Tej chwili", takie ustawienie początku zmian by prowadziło tę kreację ku nowemu. Synowi Bożemu pozostaje wówczas pilotowanie tych zmian, takie reagowanie na okoliczności by tworzyć jak najdogodniejsze warunki do realizacji planu, którym zajmuje się kreacja, która wespół za stałym hologramem tworzy aktywną zmianę na zaistnienie nowego obrazu świata. Wtedy w procesie zmian uczestniczy człowiek, który z mocy prawa określającego wartość imienia tworzy "Tę chwilę", czyli nowy program, który kreuje nowy ruch w strukturze przestrzeni po to, by zaistniało to, o co właśnie człowiekowi chodzi. Tak po prawdzie nie istnieje tu warunek jakichkolwiek działań, przetasowań, starcia olbrzymów, bowiem wszystko to, a więc przetasowania i starcia olbrzymów, wynikają z samej kreacji, a nie odwrotnie. To ów strukturalny plan wyciska owe zmiany, a nie owe sytuacje doprowadzają do zaistnienia potrzebnych sytuacji, stanów czy groźnych elementów. Ruch powstaje jako echo powstałej nagle konstrukcji. To tak jakby czytający mógł wybrać najbardziej odpowiadające mu zakończenie rozdziału czy całej książki. Jeden błysk, jedna decyzja, "Ta chwila" i czytamy o dalszych losach bohatera wedle własnych oczekiwań. Obudź się jako zdolny do wejścia w "Tę chwilę i powiedz o co ci chodzi, a reszta ułoży się sama. Powrót do spisu treści
taka chwila jak ta